Blaski i cienie życia w Hiszpanii

To Major Kimberly,

Wiktoria

Za oknem pada śnieg, a zima daje nam w kość i od razu zaczynam tęsknić za pogodą w Kadyksie… chociaż tam też narzekałyśmy na temperatury – typowe polskie narzekanie! Kiedy przypominam sobie o naszym zimnym mieszkaniu i kilku warstwach prześcieradeł do spania, cieszę się, że w końcu mogę przetrwać w spokoju noc. Najśmieszniejszy w tym wszystkim jest fakt, że kołdry do spania jednak były… ale nasza ukochana właścicielka nie poinformowała nas o tych cennych skarbach. Siedząc na plaży w pełnym słońcu, nawet nie chciałam myśleć o tym, co mnie czeka po powrocie: szare niebo, mróz, dookoła smutni ludzie (teraz już wiem, że słońce ma „tę moc”) i zajęcia na uczelni (w Sosnowcu! No jak to tak!)… nie chciałam się bardziej dobijać. No właśnie, ale czy rzeczywiście jest teraz tak okropnie? Kadyks zauroczył mnie swoim „wdziękiem” i mieszkańcami, ale wcale nie było mi szkoda, kiedy go opuszczałam. I mówię to ja – ta która chciała zostać w nim jak najdłużej. Jednak studia i życie za granicą mają swoje wady i zalety. Jak to mówią…wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej.

Jak myślicie? Możemy zgodzić się z tym powiedzeniem?

  1. Zacznijmy od najlepszego, czyli od jedzenia!

Chorizo, małże, owoce morza, litry wina lub piwa i wszędzie te solone chipsy… Kto chce zadbać o linie, musi zmierzyć się ze sporą ilością smażonych ziemniaków. Są podawane nawet do kanapek i niektórych tapas. A jedzenia, jak wiemy, marnować nie można 😉 Kuchnia hiszpańska zaskakuje swoją różnorodnością i dobrym smakiem, ale niestety jest tłusta, więc nie obejdzie się bez naparów ziołowych: już teraz wiemy, dlaczego na półkach jest tak ogromny wybór rumianku 🙂 Tapas jednak to najlepsze, co nas mogło spotkać. Tak bardzo, że Gosia za każdym razem nie mogła się doczekać i już w domu starała się wybrać menu na następną kolację. To jest to, czego nam brakuje w Polsce. Warto coś przekąsić, wychodząc ze znajomymi na piwo, ale zazwyczaj nasze rodzime knajpki oferują większe porcje… i wyższe kwoty. Idea tapas nie sprawdza się u nas zbyt dobrze, a Hiszpanie starają się spędzać jak najwięcej czasu ze znajomymi, więc siedzenie w barach jest w pewnym sensie ich „rytuałem”.

W Polsce na listach przebojów króluje latynoska muzyka, więc może i przyjdzie czas na tapas 🙂 Kto wie?

A w przypadku supermarketów: robienie zakupów nie sprawia mi takiej „frajdy”, jak w Hiszpanii. Zdecydowanie ciekawsze produkty widziałam na hiszpańskich półkach i trochę się rozczarowałam, gdy w polskim Lidlu nie mogłam znaleźć niektórych produktów…

2. Formalności… czyli spiesz się powoli 

Każdy zazdrości Hiszpanom, że zawsze mają czas na wszystko. Żyją bez pośpiechu, bez stresu, „zaraz sjesta to się odpocznie, a w przyszłym tygodniu fiesta (i też się odpocznie)”. Żyć, nie umierać! Tym bardziej, kiedy jest się mieszkańcem Andaluzji, gdzie panuje klimat wiecznych wakacji. Wyobraźcie sobie sytuację: godzina 14/15, chcę pójść do sklepu, ale zaraz… przecież jest sjesta. I nagle przebłysk w głowie, człowiek uświadamia sobie, że jest już w Polsce! I można spokojnie wyjść na miasto!

Polacy są dokładni, wszystko musi być załatwione na czas. Kiedy trzeba załatwić kilka spraw z dokumentami, od razu mamy w głowie czarny scenariusz. Znów mnóstwo stresu, szaleństwo i bieganie od miejsca do miejsca. W Hiszpanii nikt do tego nie przywiązywał wagi i można było odetchnąć, donieść coś później… ale kiedy przyszedł czas wyjazdu i podpisu najważniejszych dokumentów, przyszedł karnawał. W tym czasie nie załatwisz KOMPLETNIE nic. A na oceny z egzaminów czekałyśmy ponad miesiąc, bo przecież był karnawał i trzeba było odpocząć, kto się tam przejmuje wynikami! Teraz zrozumiałam, że nie potrafiłabym żyć w tym wyluzowanym, hiszpańskim rytmie.

3. A co z edukacją? 

Mówi się, że polska edukacja jest na bardzo wysokim poziomie. Zgodzę się z tym stwierdzeniem w stu procentach, bo studiując w Hiszpanii nauczyłam się mniej rzeczy, niż się spodziewałam. Gdyby nie kurs językowy, oprócz lepszego rozumienia ze słuchu, nie zyskałabym zbyt wiele… tym bardziej, że Gaditanos nie mówią poprawnie gramatycznie! Na uniwersytecie byłyśmy zapisane głównie na zajęcia z kierunku „Filologia hiszpańska” czyli odpowiednik naszej filologii polskiej. Było dużo ciekawostek, ale szczerze powiedziawszy, Hiszpanie są trochę „zacofani” w swojej edukacji,  bo czasami przerabialiśmy materiał na poziomie polskiego gimnazjum.

Największym zaskoczeniem dla nas, był brak zajęć z języka portugalskiego, którego uczymy się w Polsce. Jak to? Przecież to sąsiad Hiszpanii! Najwyraźniej nie jest to tak popularny język w Hiszpanii, to samo my, Polacy, możemy powiedzieć o czeskim, przecież wszyscy się go nie uczymy 😉 Przez brak tego przedmiotu jesteśmy pół roku „w plecy”, ale to żaden problem, wszystko nadrobimy. Po wszystkich uczelnianych przygodach Hiszpanię wciąż uwielbiam, ale troszeczkę się cieszę, że wróciłam na nasz uniwersytet 🙂

4. Vivir la vida

Czasami brakuje mi tego spokoju, jaki panował w Kadyksie (nie licząc hucznych fiest, ale taki urok). Popołudniowe spacery były oderwaniem się od rzeczywistości. Piękne widoki na ocean, czyste powietrze (to chyba największy atut) i solidna dawka słońca. Trochę brzmi to poetycko, ale tak było, uwierzcie mi! Były to idealne momenty, aby porozmawiać i przemyśleć pewne sprawy. Od czasu do czasu śmiałyśmy się z Gosią, że fajnie tak rozmawiać po polsku, przynajmniej nikt nas nie rozumiał i można było od czasu do czasu poplotkować (tak wiemy, nieładnie z naszej strony, ale to silniejsze od nas!).

Podoba mi się w Hiszpanii jeszcze jedna rzecz. Kiedy chciałyśmy gdzieś usiąść i się czegoś napić, nikt nas nie „wyganiał”, bo klienci siedzą tyle, ile chcą. Dlaczego o tym wspominam? Ostatnio będąc w jednym z pubów w Polsce, kelnerka podeszła do nas i zapytała, czy coś jeszcze zamawiamy, bo inne osoby też chciałyby usiąść. A myślałam zawsze, że „Klient nasz Pan”.  W tamtym momencie zastanawiałam się, gdzie Ci sympatyczni ludzie, którzy zawsze podchodzili i pytali, czy wszystko w porządku i czegoś Ci nie brak. Brakuje mi tych uśmiechów na twarzy i pozytywnej energii, która wręcz „biła” od każdej osoby. Nawet na ulicach do nas zagadywano… Będę szczera: w Hiszpanii czułam się bardziej bezpiecznie, niż w Polsce. Teraz wracając do domu wieczorem, jestem przestraszona myślą, że ktoś mógłby mnie zaczepić. Oczywiście nie możemy tak generalizować, bo nawet tam zdarzały się wyjątki (jak natręt w Madrycie), ale szum oceanu wciąż pojawia się w moich wspomnieniach…

Jeszcze nie podsumowałyśmy naszej hiszpańskiej przygody. Co myślicie o filmiku, w którym mogłybyśmy poopowiadać o studiach i podróżach? Myślimy ewentualnie o transmisji na żywo na Facebooku, gdzie postarałybyśmy się odpowiedzieć na Wasze pytania 🙂 Dajcie znać!

PS. Jak Hiszpania we mnie siedzi? Nawet po wejściu do sushi baru w Berlinie, rzuciłam hiszpańskim „hola”. Tylko szkoda, że nie odpowiedzieli.

Reklamy

Jedna myśl w temacie “Blaski i cienie życia w Hiszpanii

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s